Festiwal szyderczych banałów

Just another nancy boy

zaczytuję się delikatnymi niejednoznacznymi słowami
wysublimowanej w swojej prostocie poezji
i wiem że mogłabym umrzeć w strugach deszczu
rozbryzgując błoto ciężkimi podeszwami glanów
które dziarsko wędrują przez kałuże
one chcą ze mną chodzić
a ona była barierką, która zagradzała
drogę prowadzącą mnie w dół przepaści
ale przed siebie też
a teraz nie ma jej nawet gdy stoi obok
i wylewa z siebie morza płytkich słów

to miejsce wygląda prześlicznie
aż mam ochotę je spalić

dzisiaj rano padało
a ja zamówiłam chleb przez internet
i zjadłam zapiekankę z biedry
mama płakała bo nic ze mnie już nie wyrośnie
chociażbym miała kiedykolwiek przekroczyć 162 centymetry
na murach WKS zakrył motyw wanitatywny
bo zalewa herbatę wodą po pierogach
dobrze że nie wodą płodową
to poroniony pomysł
znowu liczę kratki w zeszycie
a powinnam liczyć owce
przeskakujące przez fabrykę Stilnoxu
szukam martwych zwierząt na poboczach
by je wypatroszyć i zrobić lalkom wianek
jelita oferują popielatym włosom
bogate wnętrze
niczym aureola zwyczajności na niebiańskiej głowie
"odi profanum vulgus et arceo"
kiszki grają marsza
ludzie pytają o co mi chodzi do czego piję
a ja zazwyczaj piję do lustra

zaplątałam się w sobie
niech ktoś od nowa utka moje wnętrze 
by cienkie nici osobowości 
nie rozerwały się pod naporem
oszukańczych splotów myśli

nitkowate zdania
niedbale splecione w kołtuny myśli
nieuczesane refleksje gnieżdżą się 
w wysoko upiętym warkoczu chaosu

nie traktuj się zbyt poważnie
a będziesz mieć ubaw
do końca zycia

połykam
resztki niestrawionych
wczorajszych słów
które ugrzęzły
pomiędzy zębami czasu

zespół niespokojnych
wynurzeń
lekowa kwarantanna
lękowy paraliż
bujany trans
odstawienna kurwica
pasuję
ja tu nie pasuje
ale w pizdu 
nie mają przecież 
miętowej herbaty
z miodem

nie pozbędę się
ścierwokształtnego samopoczucia
czyhające psychozy
grają w ruską ruletkę
w zaułku nagiego przerażenia
parno gorąco duszno tu
dym przesycony drażniącą nostalgią
najgorszemu wrogowi nie życzcie
tej mentalnej zgagi
wylewam z siebie hektolitry łez
i nie chudnę

brzmij niebanalnie
połącz nonsensy
w natręctwa
odbijające się w głowie echem
zapętlonych obsesji

bądź oryginalny
oświeć losowe zlepki 
słów łuną refleksyjności
niekonsekwentnych rymów

łam schematy
przyoblecz niesylabiczność
wersów w myślowe orgie artyzmu 
gwałtem świadomości

namiętnie uskuteczniaj
intelektualny geniusz
wypływając na głębokie wody

półgodzinnych kąpieli

spokojnie
Achtung rosadził mi dom
a on urodził się artystą

bo nie mógłby być artystą 
nie będąc urodzony
zjadł swoje uczucia
ma wyrzuty sumienia
i żołądka
los ten przypadkowy
jak czajnik elektryczny
i zepsuty fortepian
na ósmym piętrze 
podmiejskiej kostnicy
mama wyczyściła mi płuca
szczoteczką do zębów
obcięła paznokcie 
krajaczem do chleba
wyłupała oczy
łyżeczką do spalań

to twój detonator
w pudełku na kanapki